Niestety ten dzień nadszedł wyjeżdżam z Bredford do Londynu , zawsze chciałam tam jechać , ale nie chcę zostawiać tutaj przyjaciół,szkoły. Niestety nie mogę powiedzieć ,że rodziny ponieważ mam tylko tatę,który sam to wszystko wymyślił.Oczywiście mogę tu zostać,ale wtedy będę zwykłą dzieczyną bez przyszłości,ojciec chce bym poszła na studia prawnicze podzielam ten pomysł. Zapomniałabym o najważniejszym ,o celu wyprawy do Londynu,otóż mój staruszek jest menagerem Brytyjskiego Boysbendu ,, One Direction" uwielbiam ich więc tym bardziej się cieszę,wiem ,że powinnam być wniebowzięta tym planem,ale nie chcę zostawiać Kate tutaj samej,no oczywiście będzie mnie odwiedzała i ja ją też,ale to nie będzie to samo.Jednak podjęła decyzję tego wyjazdu,ponieważ minęly już trzy miesiące od śmierci mojej mamy,i przez ten cały czas tato opiekował się mną ,robił wszystko z myślą o mnie ,więc teraz ja robie coś dla niego i wyjadę z nim,żeby mógł wkońcu poukładać swoje życie. No dobra wszystko spakowane,to mogę już wychodzić,ze względu na to, że już wczoraj pożegnała się z Kate ,dzisiaj od razu jedziemy z ojczulkiem na lotnisko ,Rick (tak ma na imię ojciec) strasznie się denerowował ,w ogóle nic nie mówił i robił młynki kciukami,nie potrzebnie się tak stresuję ,da sobie radę wierzę w niego. Po jakiś 15 minutach byliśmy na miejscu . Odlot mamy za niecałe 2 godziny, ale żeby się dostać na pokład będę musiała jeszcze przeżyć odprawę. Po tym wzystkim usiadłam jeszcze na chwilkę w strasznie niewygodnym plastikowym krzesełku z gorącą czekoladą w ręce,ponieważ iż nie lubię kawy.
- Kochanie naprawdę tego chcesz? - Spytał się z troską w głosie mój ojciec.
-Tak tato,chcę tego.- Odpowiedziałam upijając łyk gorącej czekolady. Ojciec położył mi rękę na ramieniu i dość mocno zacisnął jakby chciał mi powiedzieć,że się boi.
- Tatku spokojnie na pewno wszystko będzie dobrze - chwyciłam jego rękę. Z każdym nasepnym łykiem anielskiego płynu,robiłam się coraz bardziej weselsza i pełna energii. Nagle z głośnika wydobył się kobiecy głos ,który informował o naszym locie. Niechętnie wstała z krzesełka,wrzuciła do kosza kubek z końcwką czekolady i z tatą udałam się w strone bramki ,która prowadziła na pokład. Zmieszanymi uczuciami weszła do jakże luksusowego samolotu. No wkońcu czemu tu się dziwić to pierwsza klasa,mój staruszek się postarał. Obdarzyłam go promiennym uśmiechem i usiadłam na miesjcu przy oknie. Nie chciało mi się oglądać widoku za oknem ,więc włożyłam słuchawki do uszu w których leciała moja ukubiona piosenka ,, Use Somebody " i zatraciłam się w marzeniach.
Hejka;* Oto następny rozdział nie wiem czy pisać dalej ;) więc jeśli sie wam podoba to zostawće komentarz;) choćby jedno słowo to bedzie wiele znaczyło;D no to do następnego;***** Bay<3333